Synowi pani Wachickiej
zamek książ |medycyna |Szkolenia Biznesowe

„Synowi pani Wachickiej wypadło w losie dowiedzieć się, jak ta siatka czy też druciana klatka z bliska wygląda i dla jakich celów służy. Stan zdrowia jego matki gwałtownie się pogarszał i widywanie się z nią, chociażby przez parę minut w specjalnym pokoju przyjęć, już nie było możliwe. Chora odmawiała jedzenia i karmiono ją sztucznie, nawet nie przez usta, których nie chciała otworzyć, lecz przez nos, do którego wkładano gumową rurkę. Po wielkich zabiegach i staraniach, związanych niejako z przykrościami, Leonowi udało się uzyskać zezwolenie na zobaczenie się z nią w jej separatce. — Tylko na minutę! niech się pan przygotuje! — rzekła jakimś zmienionym
głosem pielęgniarka w sztywno nakrochmalonym odstającym od piersi fartuchu, i otworzyła kluczem drzwi.
Przed Leonem był względnie wielki pokój z otwartym oknem, w którym zielenił się klon. W środku pokoju stało łóżko — białe, ale tylko na pół szpitalne — otoczone ze wszystkich stron drucianą drobną siatką. To było straszne, okropne. Na łóżku, w długim, łososiowego koloru szlafroku, stała jego matka — pani Wachicka, Siostra Wanda. Stała i podskakiwała... na sprężynowym materacu, odbijając się odeń nogami i wznosząc się do góry jak przy grze w siatkówkę, coraz wyżej i wyżej — jakby zależało jej na tym, aby głową dotknąć drucianego dachu klatki.“(5)



włodarzewska opinie |materace lateksowe Wrocław |pensjonaty w białce tatrzańskiej